poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Cz. II, rozdział VIII


*miesiąc później*
Wesoło biegała po kuchni, szykując idealną kolację dla dwojga. Dom był wysprzątany bardziej niż kiedykolwiek. Co się dziwić. W końcu świętowali tego dnia miesięcznicę. To niby bardzo krótki okres, ale dla nich wiele w ciągu tych 30 dni się wydarzyło. Cały świat dowiedział się o tym, że są razem. Niall potwierdził natomiast swój związek z Annie. Wszyscy patrzyli na nich dziwnie, ale na szczęście fanki zaakceptowały ich decyzje i postępowania, po tym, jak wygłosili w centrum handlowym przemowy o swoim życiu, prosząc jednocześnie o zrozumienie. Wtedy naprawdę docenili i zauważyli, jak znakomitych i oddanych fanów posiadają. Postanowili przyszykować dla nich mega niespodziankę, ale o tym później. Wracając. Latała po całej kuchni jak szalona, mieszając sałatkę z jednej strony, a zalewając galaretkę na ciasto z drugiej. W tym czasie rozmawiała jeszcze przez telefon, uzgadniając
z nauczycielką termin napisania sprawdzinu, który ominęła w pierwszym tygodniu szkoły z powodu choroby.
- Dobrze, dziękuję - odparła i odłożyła telefon na wolne miejsce na szafce.
Zostało jej tylko pół godziny, do przyjścia Harrego. Oczywiście, jeżeli liczymy na to, że się nie spóźni. Po chwili była gotowa. Sałatka stała na stole, a ciasto wsadzone do lodówki, dochodziło powoli do siebie. Ubrana w : http://www.polyvore.com/cgi/set?.locale=pl&id=55371386 , siadła na kanapę i oczekiwała na swojego księcia. Kiedy minęła już szósta, nerwowo zaczęła rozglądać się po salonie czy wszystko jest w należytym porządku.
- Świeczki się palą, jedzenie jest ... - spojrzała na stół. - Wino jest ... chyba wszystko - mówiła do siebie, zapewniając się jednocześnie, że będzie dobrze. Stukała obcasem w panele i przeczesywała włosy palcami. Zerknęła na telefon. " 6:40 " - odczytała i zmartwiła się.
Postanowiła wysłać do niego sms'a. "Kochanie, gdzie jesteś? Czekam w domu, Lena. xoxo " wystukała na klawiaturze swojego iPhone'a. Zaczęła się denerwować, kiedy nie zjawiał się nadal, pomimo, że zaczęła dochodzić już siódma.
- Fajna miesięcznica - mruknęła pod nosem i już chciała gasić świeczki, gdy nagle drzwi otworzyły się, robiąc przy tym wielki hałas. Wszedł do domu. Widać, było, że był nieco zdenerwowany. Mimo tego, wciąż wyglądał perfekcyjnie. Miał na sobie czarne rurki i białą koszulę z rękawami 3/4.
- Gdzie tyle byłeś? Czekałam na ciebie - powiedziała po chwili.
- Odzywasz się jeszcze do mnie, czyli, że tego nie widziałaś - wymamrotał pod nosem i pokręcił głową. Podszedł do kanapy i usiadł na niej, nie zważając na wystrój panujący w domu.
- Nie widziałam czego? - zapytała i przysiadła się do niego.
- Zdjęć, które wyciekły do internetu.
- A mianowicie? - brnęła dalej, patrząc na niego.
Westchnął.
- Ktoś wykradł zdjęcia moje i Caroline ... - zaczął niepewnie.
- Tej .. Caroline Flack?
- Tak, tej Caroline Flack. Wiem, jakie masz o niej zdanie, to był błąd wiem. Ale teraz wszyscy zobaczą nasze prywatne fotki!
- Jak gorące są? - zapytała cicho, z trudem przełykając ślinę.
Spojrzał na nią lekko podirytowany, ale po chwili ustąpił i znów patrzył w podłogę.
- Żadne tam gorące. Kilka, na których się całujemy i jedno... - zatrzymał się.
Nerwowo gniótł ręce. Lena nie chciała tego usłyszeć, bo bała się, jak zareaguje. Na dodatek myśl o tym, że Harry nawet nie zauważył jak wygląda, jak przygotowała dom na ich święto... Zastanawiała się, czy w ogóle pamiętał.
- Jakie? - odparła w końcu.
- Jak leżymy razem w łóżku. Przecież moja mama mnie zabije !
- Harry ...
- Wiesz co?
Spojrzała na niego lekko zaciekawiona tym, co wymyślił.
- Chodźmy do jakiegoś klubu. Muszę się odstresować - dodał i wstał z kanapy, udając się w stronę drzwi. Zatrzymał się, kiedy zobaczył, że jego dziewczyna nie poszła w jego ślady, lecz nadal siedziała na sofie patrząc się w dół.
- Idziemy? - zapytał. - Proszę cię.
Nie mogła znieść tego, że zapomniał o tak ważnym dla nich dniu. Zwłaszcza, że sam mówił o nim jak nakręcony kilkadziesiąt godzin wcześniej. Zacisnęła pięści i zagryzła szczęki, by pochamować napływające do jej oczu łzy.
- Jasne - szepnęła i kiwnęła głową.
- Super - odparł i wyszedł.
Otworzyła szeroko oczy i na moment zawahała się, ale postanowiła, że on za dużo dla niej znaczy, by mogła go samego puścić na imprezę, wiedząc, że w takiej sytuacji, łatwo może się opić.
        Po chwili dotarli do klubu 'Hard Rock', gdzie bawiło się już mnóstwo innych osób.
Siedli przy barze, na wysokich, zielonych, ruchomych krzesełkach. Harry zamówił im drinka kokosowego, plus małe pudełko gum do żucia.
- Jak samopoczucie? - zapytała i odwróciła się przodem do niego.
- Kiepsko. Nie wiem co mam teraz robić - odparł i odwrócił się do niej.
Złapała go za rękę.
- Nie wiem co będzie, ale damy radę. Może da się to jakoś pochamować? A jeśli nie, to załatwimy, by ten haker miał problemy z sądem. Wszyscy dobrze wiedzą, że kiedyś z nią byłeś, ale teraz to przeszłość - mówiła, ale zauważyła, że przestał jej słuchać. Puściła jego dłoń, uznała, że trzeba to przeczekać i powiedziała :
- Idę do łazienki, zaraz wracam.
Kiwnął głową na znak zrozumienia i odwrócił się przodem do barku, a plecami do dyskoteki, by napić się drinka.
Weszła do toalety i stanęła przed lustrem. Oparła się rękami o zlew, uniosła głowę do góry i spojrzała na swoje odbicie. Wyglądała naprawdę ślicznie. Szkoda, że on tego nie zauważył.
Westchnęła i podstawiła ręce pod kran. Woda delikatnie muskała jej dłonie. Kilka razy otarła je o siebie, by rozprowadzić żel antybakteryjny, następnie opłukała je. Poprawiła makijaż, włosy, sukienkę i wyszła. Zajęło jej to około 10-15 minut.
Wróciła do barku i siadła koło Harrego. Stuknęła go w ramię, mając nadzieję, że zły humor trochę odpuścił, a on złagodniał.
- Co? - odparł oschle, a Lenę zakłuło serce.
Nigdy nie spodziewała się, że może tak się do niej zwrócić. Zwłaszcza po tych kilku wspaniałych tygodniach. Tłumaczyła sobie jednak jego zachowanie tym, że jest pijany.
- Może pójdziemy do domu? - zapytała cicho i odgarnęła mu włosy z czoła.
- Nie mam ochoty. Wolę zostać tu - mówił.
Wywróciła oczami i pociągnęła drinka przez słomkę.
- Przepraszam - zwróciła się do chłopaka stojącego za barem. - Ile on już zamówił?
- Dwa drinki Malibu i ... jedną kolejkę.
- A w kolejce jest ile kieliszków?
- A nie, przepraszam. Dwie kolejki zamówił. Kieliszków jest sześć.
Otworzyła szeroko oczy, a serce waliło jej jak młot. Nie znała go z takiej strony. To jednak nie zmieniało faktu, że kochała go tak samo, jak i wczesniej, i że był dla niej najważniejszą osobą w życiu. Oprócz rodziny.
- Proszę mu więcej nic nie sprzedawać - poprosiła wytatuowanego chłopaka i odeszła na chwilę, by zadzwonić. Niestety nie było zasięgu, więc wróciła na swoje miejsce.
- Harry, chodźmy do domu - błagała.
- Nie Lena, nie chcę iść do domu.
- Wiesz ... nie da się zatopić problemów w wódce. Tak, czy siak one powrócą - zaczęła, kiedy jej przerwał.
- Na razie ich nie ma i z tego się cieszę.
- Kochanie ...
- Jedynym problemem jesteś teraz ty - warknął i z powrotem odwrócił się od niej, opierając łokcie na stole.
Zamurowało ją. Oczy zaszkliły się.
- Ja jestem dla ciebie problemem? - zapytała, a po policzkach spłynęły łzy.
Wzruszył ramionami. Pokręciła głową z niedowierzaniem, położyła koło niego 20 dolarów, bo wiedziała, że sam za siebie nie zapłaci i z płaczem opuściła bar.
Szła, zatykając usta dłonią. Nie chciała, by przechodnie, zauważyli, że coś jej się stało i stawali, pytając bez sensu : " Co się stało? ", "Czy jakoś Pani pomóc? ". Nie chciała w tej chwili litości. Jedyne czego pragnęła, to by był przy niej Harry. Ten Harry, który tak ją uszczęśliwiał i dodawał radości jej życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz