poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział X


Wróciłam ;) Przepraszam za to co się wydarzyło, ale niestety musiałam przezwyciężyć samą siebie. Teraz myślę, że nie będzie więcej takich akcji, a was proszę o komentarze, bo tylko dla was wstawiam rozdziały i piszę opowiadanie :) / Ada.
__________________________

- Pasażerowie lotu 14 do Wenecji, proszeni są o podejście do bramki numer 8.
Lena spojrzała na numer miejsca, w którym stali.
- Osiem - przeczytała i spojrzała na Harrego, który ubrany był w : <klik>
- Kurde, babka wygadała całą niespodziankę - zmartwił się i zmarszczył czoło.
- Nie przejmuj się i tak jest super - cmoknęła go w usta i poszła do przodu, gdyż kolejka przy odprawie poruszyła się.
W tej chwili zrozumiał ile mógł stracić przez taki głupi błąd, który popełnił w pełni nieświadomie. Jednak uznał, że nie ma co przejmować się przeszłością, a należy cieszyć teraźniejszością. Podążył za swoją dziewczyną w kierunku tunelu, którym dostali się na lotnisko ...
*następnego dnia w Londynie*

- To jakie plany na dziś? Musimy jakoś wykorzystać wolny czas - powiedział Louis i uśmiechnął się do Eleanor.
- Racja, racja - zgodził się Liam.
- A w ogóle to macie jakieś wiadomości od Harrego albo Leny? Dolecieli? Nie dolecieli?
- Jeszcze nie pisali, ale pewnie są już na miejscu.
- Aaale im dobrze - rozmarzyła się Perrie, opierając się na ramieniu Zayn'a.
Wszyscy siedzieli na tarasie domu Louisa i El, smażąc się w gorącym słońcu, które dziś świeciło znacznie bardziej niż zwykle to bywa w tym mieście.
- A Tobie nie dobrze? Masz mnie u boku ! - oburzył się brunet.
- Nie no oczywiście, ale my też byśmy gdzieś wyjechali, na tydzień chociaż co? - zapytała i zrobiła słodkie oczka.
- Ej, ale to nie jest zły pomysł. Niall, co o tym myślisz? Może byśmy się gdzieś razem wszyscy wybrali? - odparł Liam i spojrzał na kolegę, który wpatrywał się w ekran telefonu komórkowego.
- Yy .. jaa .. ee .. ale o co pytałeś? - mruknął, kompletnie nieświadomy co się wokół niego dzieje. - Sorry, zagapiłem się.
- Wpadliśmy na pomysł ... - zaczął Zayn.
- Ja wpadłam - przerwała mu Perrie, przekrzywiając delikatnie głowę na lewą stronę.
- Dobrze, ty wpadłaś - zgodził się i machnął ręką. - Żebyśmy gdzieś razem, wszyscy, pojechali.
- Ja nie mogę - odparł po chwili Horan. - Umówiłem się z Annie.
- No, ale to dzisiaj, a jutro?
Zapadła cisza.
- NIALL ! - krzyknęli naraz, gdyż chłopak znowu ich nie słuchał.
- Ach to zakochanie się, od razu tracisz głowę - odparł Louis, a wszyscy wybuchli śmiechem.
Postanowili, że nie będą mu przeszkadzać i część poszła na basen, a Danielle i Perrie weszły do kuchni po lemoniadę z lodem.
Tymczasem Niall wybrał numer Annie i przyłożył telefon do ucha. Po kilku sygnałach usłyszał jej głos.
- Halo?
- Hej, zapraszam cię na spacer i nie masz innego wyjścia, jak się tylko zgodzić.
- To coś w stylu propozycji nie do odrzucenia? - zapytała.
- Mhm, dobrze myślisz.
- Okej - zgodziła się. - O której i gdzie?
- Przyjdę po ciebie o piętnastej.
- Czekam , pa ! - odparła i rozłączyła się.
Pobiegł do swojego domu, by się przebrać. Pomimo, iż był facetem, na randkę też musiał się wyszykować i miał taki sam problem ze znalezieniem odpowiedniego ubrania, jak kobiety.
W końcu zdecydował się na :<klik>
Równo o umówionej godzinie stawił się pod drzwiami swojej dziewczyny.
Otworzyła je, a on stanął jak wryty. Blond włosy do ramion, zazwyczaj proste, teraz zdobiły delikatne loki. Grzywka, jak zwykle, perfekcyjnie układała się na czole. Rzęsy miała pociągnięte tuszem, a na powiekach dało zauważyć się delikatne kreski eye-linerem. Ubrana była w :
<klik> .
Niby normalnie, ale ona nawet owinięta wycieraczką, robiłaby na nim wielkie wrażenie.
- Gotowa? - zapytał i uśmiechnął się słodko.
- Jasne - odparła, pocałowała go i zamknęła za sobą drzwi.
Złapali się za ręce. Ogarnął ich stres. Byli ze sobą prawie od miesiąca, ale rzadko pokazywali się razem. Annie nie była gotowa na sławę, zwłaszcza, że nigdy do tego nie dążyła.
- Możemy nie iść nigdzie, gdzie jest dużo ludzi - odparł, gdy zobaczył, że dziewczyna rozgląda się dookoła, patrząc, czy ktoś ich nie śledzi.
- Niall, nie .. To nie o to chodzi. Wiesz. Ja cię kocham, ale boję się co będą o mnie pisały i tak dalej. Nie chcę żeby na mnie najeżdżały, nie chcę mieć antyfanów.
- Ale jeżeli chcesz, żebyśmy byli razem, to to jest nieuniknione - powiedział i przystanął.
Złapał ją za dwie ręce i przyciągnął do siebie, patrząc jej głęboko w oczy.
- Zresztą, skąd wiesz, że cię nie polubią?
- A jak było z Leną? Jest fajna, a i tak znalazł się ktoś, kto prawie ... - przełknęła głośno ślinę. - Ją zabił - dokończyła i spojrzała w bok.
- Hej ... - zaczepił ją i dogonił wzrokiem. - Nasz związek wymaga poświęceń ... jest trochę niebezpieczny, ale wydaje mi się, że to czyni go właśnie wyjątkowym. A pomyśl, jaką będziemy mieli satysfakcję, gdy pokonamy wszystkie przeszkody i będziemy mogli żyć sobie spokojnie. Pomyśl o tym...
Oczy zaszkliły jej się delikatnie, ale gdy zobaczyła, że jego niebieskie oczy coraz bardziej zbliżają się do jej twarzy, uśmiechnęła się i przechyliła głowę w prawo, by dotknąć swoimi wargami jego ust.
- A więc? Czy jesteś gotowa zawalczyć o nas? - zapytał.
Czuła jego oddech na swoim dekolcie. Był tak blisko. Kiwnęła głową i ponownie pocałowała blondyna. Po chwili wrócili do poprzednich ' pozycji ' i złapali się za ręce. Szli, machając nimi w tył i w przód. Jak małe dzieci. Śmiali się w głos z każdego kawału, który opowiedział Niall. Miał niesamowite poczucie humoru. W końcu doszli do parku, gdzie na samym środku stała wielka fontanna. Wokół było zielono i pachniało skoszoną trawą. Rozłożyli kocyk, który blondyn wyjął ze swojej wielkiej, brązowej torby, a na nim ułożyli papierowe talerzyki, plastikowe widelce, łyżki i kubeczki. Annie ze zdumienia otworzyła szeroko oczy, gdy Horan  zaczął wyciągać kolejne rzeczy.
- Przygotowałeś się - odparła w końcu i uśmiechnęła się.
- W końcu to randka. Musi być idealnie - odpowiedział, wysypując na miskę winogrona.
Przesunęli wszystkie rzeczy na bok i położyli się na plecach. Koło siebie.
Wpatrywali się w białe chmury sunące po błękitnym niebie. Wiatr delikatnie rozwiewał włosy dziewczyny. Na drzewach siedziało mnóstwo ptaków, które nadawały rytm całemu parkowi.
- Zastanawiałeś się kiedyś, jak by to było być zwykłym nastolatkiem? - zadała pytanie, nie zmieniając pozycji.
- Nie ... - odparł krótko i zaczął się zastanawiać w duszy. - Jakoś nigdy o tym nie myślałem... Może dlatego, że podoba mi się takie życie jakie mam teraz i nie potrzebuję zmian..
- A nie zacznie cię z czasem to przerastać? Wiesz. Ja już miewam problemy, kiedy chcę wyjść do sklepu, czy coś, a gonią za mnią paparazzi.
Zaśmiał się.
- No co?
- Taka cena sławy kochanie. Ale warto. Mogę robić to co kocham, dzielę się tym z innymi - podniosł się i odwrócił bokiem, podpierając ciało na przedramieniu. - Wiesz jakie to jest cudowne? Jeździmy na koncerty. Przychodzi na nie około czterdziestu tysięcy ludzi. Wszyscy śpiewają nasze piosenki. Czuję się ważny. Czujemy - poprawinał się i mówił dalej. - Nic tak nie poprawia humoru, jak widok uśmiechniętych fanek, bądź płaczących ze szczęścia, że nas spotkały. Chciałbym oblecieć cały świat i z każdą spędzić chociaż dziesięć minut. Naprawdę.
Wsłuchwała się w niego, jednocześnie wciąż patrząc w niebo. W pewnym momencie zamknęła oczy i delektowała się ciszą, pomimo, że wciąż piękne słowa Niall'a huczały jej w głowie. Nagle poczuła, że ktoś zasłonił jej słońce, więc uchyliła powieki. Zobaczyła wtedy jego. Opierającego się na dwóch rękach, nachylającego się tuż nad nią. Niebieskie oczy wpatrywały się w małe, czarne źrenice Ann. W pewnym momencie nachylił się jeszcze bardziej i pocałował ją. Nie pozostała mu dłużna. Odwzajemniła czyn, a targające nimi emocje, przekręciły Ann i Nialla tak, że teraz to ona pochylała się nad blondynem.
- Chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie - szepnął, głaszcząc ją po policzku.
Uśmiechnęła się i dotknęła wargami jego ust po raz kolejny.



7 komentarzy: