środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział XIV


Czy czułeś się kiedykolwiek przegrany? Kompletnie bez szans. Nie wiesz co robić, trudno ci oczymkolwiek zadecydować, bo boisz się, że będzie to niewłaściwa decyzja? Wiele ludzi ma taki problem, a w tym Harry i Lena. Dwójka ludzi, którzy po prostu popełnili kilka błędów, ale teraz starali się naprawić wszystko i móc żyć szczęśliwie. Jednak los każdemu rzuca kłody pod nogi. Trzeba po prostu przeciwstawić się im i zwalczyć wszelkie niedogodności. Proste to nie jest, ale kto powiedział, że wszystko będzie szło jak po maśle?
            Z takiego założenia wyszła Lena, gdy po trzech godzinach leżenia w łóżku, myślała nad swoim dalszym losem. W pewnym momencie usłyszała pukanie do drzwi wejściowych domu. Nie miała siły wstać, ale przypomniała sobie, że Niall wychodził wcześniej i pewnie nie zamknął ich, więc krzyknęła głośno, że drzwi są otwarte. Wiedziała, że to Harry, bo napisał jej wcześniej sms'a. Później dało się słyszeć stukanie butów na panelach, a następnie schodach.
Podniosła poduszkę nieco do góry i oparła się o nią, splotła dłonie i położyła je na brzuchu.
Wszedł do pokoju. Wyglądał źle. Strasznie zmizerniał. Lenie zrobiło się głupio, że nie dość, że jej chłopak ma swoje, bardzo poważne problemy, to ma jeszcze ją na głowie. Zwłaszcza, że niewiadomo co jej dolegało.
- Hej - szepnęła, a on rzucił się do łóżka, gdu ją tylko zobaczył.
- Boże, kochanie, co ci się stało? - zapytał i dotknął jej czoła.
Miała je delikatnie rozcięte, gdyż jak upadła, uderzyła się o szafkę.
- To nic groźnego, tylko lekkie zadrapanie - uspokoiła chłopaka i uśmiechnęła się delikatnie, tak jak to miała w zwyczaju.
- Opowiedz mi, co się działo? Strasznie cię przepraszam, że nie przyjechałem, ale ...
- Nie - przerwała mu i położyła palec na jego ustach. - Nie tłumacz się. Wiem co się stało.
Nie przejmuj się, Niall tu był i mi pomógł się pozbierać. A co się stało? Dokładnie nie pamiętam. Wstałam z łóżka, zaczęło mi się bardzo kręcić w głowie. Serce biło mi bardzo szybko, ciężko oddychałam, a później ... - przerwała na chwilę. Załamał się jej głos. Ciężko było jej o tym mówić. Wiadomo, to niezbyt miłe przeżycie. - Zrobiło mi się niedobrze, więc pobiegłam do łazienki, a tam .. najwidoczniej zemdlałam, bo nic już dalej nie pamiętam. Do chwili, kiedy ocknęłam się i ujrzałam Niall'a.
Harry westchnął głęboko. Wstał, pokręcił głową z niedowierzaniem i założył ręce za głowę, opierając się o ścianę.
- Chodź tu do mnie - zachęciła go i wskazała miejsce na łóżku koło siebie.
Opuścił ręce wzdłuż tłowia i wszedł na łóżko. Objął ją ramieniem, a ona położyła mu głowę na barku.
- Przypomniała mi się gondola - rozmarzyła się.
Mruknął pod nosem i zamknął oczy.
- Co dalej?
- Z czym?
- Z Caroline.
- Nie wiem - odparł na wydechu. - Nie mam pojęcia.
Był taki bezradny. Lenie zrobiło się go bardzo żal, przecież miał dopiero 20 lat. I to nawet nie skończone. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i sprawić, by znów szczęście zagościło w ich życiu.

***
Nastęnego dnia, z samego rana, jak tylko poczuła się lepiej, postanowiła załatwić  to, na co Harry tak długo się zbierał.
Ubrała się w : http://www.polyvore.com/cgi/set?.locale=pl&id=56879459 i bez śniadania wypruła z domu. Uśmiechnęła się do kilku paparazzich, pytających ją o sytuację z chłopakiem, oraz o opinię o Caroline Flack i wsiadła do swojego Mini Cooper'a.
Westchnęła i odpaliła samochód. Po kilkunastu minutach jazdy, przystanęła na poboczu i wyjęła z torebki małą karteczkę, na której zapisany był adres.
- Oxfrod Street 12/33 - odczytała i wyjrzała przez szybę. Zaczęła się rozglądać, po czym wysiadła z auta i udała się pieszo.
- Siedem, osiem, dziewięć - odczytywała po kolei z tabliczek apartamentów. - Dwanaście ! - krzyknęła i zaraz zamknęła sobie buzię dłonią, zdając sobie sprawę, że zapewne usłyszał to cały Londyn. A przecież nie o to jej chodziło. Oxford Street - najbardziej popularna ulica w Londynie, dziś była całkowicie wolna od przechodniów. Była niedziela, ale to nie jej nie udsprawiedliwiało, bo pomimo, że dzień ten jest wolny od pracy i tak zawsze bywało na niej mnóstwo ludzi. Nie tym razem. Lena nie przejęła się tym zbytnio, wzięła głęboki wdech, wydech i po kamiennych schodkach, udała się do drewnianych drzwi z cyfrą dwanaście.

3 komentarze:

  1. Supeer! Bardzo mi się podoba sposób w jaki piszesz :)
    Cały czas gapię się na nagłówek i nie mogę przestać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Wam się podoba. Ale trochę głupio zrobiłam, że zrobiłam go dopiero teraz, kiedy już prawię kończę opowiadanie. No, ale, lepiej później, niż wcale ;)

      Usuń
  2. Świetne, ale, czy Lenie było coś poważnego?
    Mam nadzieję, że nie...
    Czekam na next'a :)

    OdpowiedzUsuń