wtorek, 17 lipca 2012

Rozdział XVII




Krople deszczu moczyły jej głowę, bluzkę, spodnie, buty. Cały czas szła przed siebie. Nie miała żadnego celu. Po prostu szła. Na chodniku, oprócz niej, nie było żywej duszy. Wszyscy siedzieli w ciepłych domkach, z rodziną, bądź i bez , ale grunt, że w domu. Pili herbatę, kawę, oglądali telewizję, grali na komputerach, spali, co dusza zapragnie. Natomiast Lena miała kompletnie gdzieś, czy lało, czy grzmiało. Chciała wyrwać się na chwilę ze swojego życia, zapomnieć o wszystkim, chociaż na godzinę. Zapomniała już jak to jest się uśmiechać, cieszyć z czegoś. Ostatnie wydarzenia przyprawiły ją tylko o pomniejszenie swoich zapasów wody w organiźmie oraz podkrążone oczy. W pewnym momencie przystanęła, zastanawiając się, czy nie zawrócić z powrotem do domu. Pokręciła głową i znów poszła przed siebie. Zatraciwszy się we własnych myślach, nie zauważyła, że ktoś za nią idzie. Zatrzymała się na chwilę, by zawiązać trampka. Przykucnęła, a wtedy usłyszała zaszuranie butami. Odwróciła się delikatnie i usłyszała tylko : " Mówiłyśmy, że cię dopadniemy " , po czym straciła przytomność.

***

Obudziła się ze strasznym bólem głowy. Dotknęła ubrań. Były całe mokre, jak gdyby dopiero wyjęte z pralki. Deszcz już nie padał. Mimo tego wiał dosyć zimny wiatr, więc Lena zaczęła trzęść się z zimna. Leżała na chodniku. Patrzyła w górę i zastanawiała się, czy przypadkiem nie jest już w niebie. Delikatnie podniosła głowę, a za nią cały tłów. Teraz już siedziała. Nie pamiętała co się stało. Wiedziała tylko, że wyszła z domu w deszcz. Nagle jakiś głos powiedział za nią :
- Masz farta, że tylko tyle ci zrobiłyśmy ! Powinnaś zginąć !
Odwróciła się gwałtownie i ujrzała dwie dziewczyny, w wieku około 14 - 15 lat.
Stały nad nią, a w ręce trzymały kij bejsbolowy.
Przeraziła się.
- Co wy ode mnie chcecie? Co ja wam zrobiłam? - zapytała cicho, gdyż nie miała siły, by powiedzieć cokolwiek głośniej.
- Co zrobiłaś?! Jeszcze nie wiesz?! Podła żmijo - krzyknęła jedna z nich i wymierzyła cios w głowę.
Lena upadła i tym razem już nie wstała. Ponownie straciła przytomność.
         Ocknęła się i widząc białe światło dookoła niej, myślała, że jest już po drugiej stronie.
Jednak kiedy do sali weszła drobna, o ciemnej karnacji pielęgniarka, straciła nadzieję, że przeszła do świata bez problemów.
- Jak się czujesz kochanie? - zapytała troskliwie i podpięła jej kroplówkę.
- Co mi się stało?
- Prawdopodobnie zostałaś przez kogoś napadnięta - wyjaśniła jej lekarka. - Nic poważnego ci się nie stało, ale masz lekko rozciętą głowę.
Przeklnęła w myślach Lena i dotknęła czoła. Cicho jęknęła, gdyż ból był okropny.
- Może powiedz mi ... jak się nazywasz?
- Lena Torres - odparła.
- Dobrze... a co robiłaś wczoraj?
- Siedziałam w domu ... i spotkałam się z koleżanką - mówiła dalej, próbując przypomnieć sobie jakieś szczegóły.
- A ... którego się urodziłaś? - zadawała kolejne pytania pielęgniarka.
- 12 sierpnia 1994 roku.
- Dobrze, nie straciłaś pamięci. Jedynie możesz mieć wstrząs mózgu, ale myślę, że aż tak źle nie będzie. Poleżysz jeszcze ze 2 dni u nas i wypuścimy cię do domu. Twoi rodzice są już poinformowani, ale niestety nie mogą przyjechać, gdyż są za granicą.
- Tak wiem, rozumiem.
- Tylko zadzwoń do nich i powiedz, że dobrze się czujesz.
- A ... proszę pani - zagadnęła jeszcze, zanim kobieta opuściła salę. - Kto mnie znalazł?
- Jeden z sąsiadów. Przechodził, gdy nagle zobaczył, że ktoś leży na chodniku. Bezzwłocznie powiadomił karetkę - oznajmiła i uśmiechnęła się. - Czy to wszystko? W razie potrzeby naciśnij czerwony guzik, przyjdę.
- Jasne, dziękuję - odparła i przekręciła się na lewy bok, tak, że leżała tyłem do drzwi.
Gdy wreszcie dotarło do niej co się stało, łzy poleciały jej po policzkach. Przecież mogła zginąć. Te dwie nastolatki mogły ją zabić. Cud, że przeżyła. Widocznie ktoś nad nią czuwał. Jednak nie była do końca pewna, czy ma się cieszyć z tego co się stało. W końcu, gdyby odeszła na dobre, wszystkim byłoby lepiej. Może poza rodzicami, ale ci kiedyś pogodziliby się z losem. Zaczęła bardziej płakać. Nie mogła znieść, że to wszystko jej wina. Że związała się z Niall'em, a potem zakochała w jego przyjacielu. Dlaczego akurat ona? Dlaczego to jej życie musiało się tak pokomplikować? Przykryła się pościelą po same uszy i słychać było tylko chlipanie nosem. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi. Nic nie odpowiedziała. Miała nadzieję, że to do kogoś innego. Usłyszała kroki i nagle poczuła, że ktoś delikatnie usiadł na jej łóżku. "To nie mama, nie tata ... kto może chcieć mnie widzieć oprócz nich?" - pytała sama siebie, gdy usłyszała :
- Jak się czujesz Leno?
"Niall?!" - pomyślała i obsunęła kołdrę w dół. Spojrzała na niego. Siedział cały blady, z jak zwykle idealnie ułożonymi włosami, w brązowej koszulce z długim rękawem i jeansach.
- Co ty tu robisz Niall? Nie powinno cię tu być, po tym co zrobiłam - szepnęła, a głos się jej załamał.
- Mimo wszystko Lena, byłaś moją dziewczyną, po za tym nadal coś do ciebie czuję, więc moim obowiązkiem jest być przy tobie, dopóki nie powiesz mi, że tego nie chcesz - odpowiedział jej i złapał ją za rękę. - Pamiętasz co się stało?
- Ta , dostałam w głowę kijem bejsbolowym, prawdopodobnie od twoich fanek, które przysięgały mi na facebook'u, że jeżeli zrobię ci krzywdę to mnie zabiją.
Zacisnął pięści.
- Wiedziałem, że to wszystko moja wina.
- TWOJA?! TWOJA?! - oburzyła się i podniosła gwałtownie, ale opadła szybko, sycząc przy tym z bólu, bo zapomniała o tym, że ma rozwaloną głowę.
- Nie denerwuj się, nie możesz. Moja wina Lena, moja.
- Moja, że z Tobą zerwałam. Naraziłam im się ! A ty powinieneś im dziękować i być dumny z tego, że masz takich fanów, którzy bronią cię i walczą o ciebie.
- Tak, ale nie kosztem innych. Moi fani to tacy, którzy akceptują moje związki, a nie je hejtują. To nie są moje fanki. I napiszę to dzisiaj wszystkim, żeby wiedzieli.
Spojrzał na nią czule, pocałował w czoło, wstawił kwiaty do wazonu i szepnął jeszcze :
- Wracaj do zdrowia Lena, kocham ... - zaczął. - Trzymaj się.
To jeszcze bardziej zabolało dziewczynę. Kiwnęła tylko głową na jego słowa i ponownie zakopała się pod pościelą, marząc by usnąć i już nigdy się nie obudzić.
__________________

Naprawdę coraz bardziej podoba mi się to opowiadanie. :)

2 komentarze:

  1. Mnie się również podoba i dziękuję ci za to opowiadanie bo jest idealną lekturką do czytania na te deszczowe dni <333 Jesteś profesjonalistką <333- Ola :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super opowiadanko, pisz nexta i życzę oczywiście weny :)
    Zapraszam: http://she-is-my-weakness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń