piątek, 29 czerwca 2012
Rozdział XI
Dzień zaczął się normalnie. Tyle, że w większym gronie. Wszyscy siedzieli przy jednym stole i głośno rozmawiając, jedli śniadanie. Tylko Harry, który siedział na samym końcu stołu, spoglądał co jakiś czas na siedzącą na przeciwko niego Lenę. Starał się robić to tak, by nie zauważyła. Podczas gdy reszta śmiała się w głos, tych dwóch młodych osobników nic się nie odzywało. W milczeniu połykali kolejne widelce jajecznicy, zagryzając ją bułką z masłem i popijając herbatą.
- Co wy tacy spięci? - zaczepił ich Liam.
Obydwoje spojrzeli się na niego dziwnie i pokręcili głowami na znak nie zrozumienia stwierdzenia Payn'a. Chłopak wzruszył ramionami i dokończył jeść. Po nim talerz odniósł Harry, który wstał od stołu i szybkim krokiem udał się na górę do pokoju.
Wykorzystując sytuację, że Niall poszedł grać w nogę z Danielle, El, Perrie, Louisem, Zaynem i Liamem, Lena powoli podążyła za chłopakiem.
Delikatnie, na palcach doszła do pokoju, a ponieważ drzwi były zamknięte, zapukała trzy razy.
Po chwili zobaczyła, że klamka została naciśnięta i ku jej zdziwieniu, w drzwiach stał Harry. Bez koszulki. Dziewczyna starała się nie zwracać na to uwagi i dążyła do celu, jaki postawiła sobie, idąc tam.
- Coś się stało? - zapytała cicho, ciekawa jego odpowiedzi. Założyła ręce za siebie, ale zaraz wzięła je spowrotem na przód i nerwowo obracała pierścionek, który dostała od Niall'a na urodziny.
- Nie, a dlaczego pytasz? - odpowiedział sucho.
- Na śniadaniu byłeś jakiś dziwny ...
- Wydawało Ci się.
Widać było, że nie miał ochoty na rozmowy. A to dziwne, bo niedawno tak dobrze im się dogadywało.
- Wiesz, chciałam zapytać, bo to ... chodzi o ten bal... nasz taniec ... i ty wtedy ... - zaczęła mówić Lena.
Kiedy Harry zorientował się do czego dąży przerwał jej szybko, kłamiąc w twarz.
- Wiesz co, przepraszam Cię, ale nie mam czasu na takie gadki, jestem zmęczony wczorajszą imprezą, muszę odpocząć - spławił ją.
- J.. jasne - wydukała i szeroko otworzyła oczy, gdyż zamknął jej drzwi przed samym nosem.
" O co chodzi? " - pytała sama siebie, ale była w kropce, gdyż nie umiała odpowiedzieć na to pytanie. Postanowiła, że nie będzie się przejmować. "Może miał zły dzień, przejdzie mu " - podnosiła się na duchu.
W końcu wyszła na podwórko, gdzie spoceni chłopcy biegali za piłką i faulowali się specjalnie, a dziewczyny leżały na leżakach i opalały nogi, pijąc kokosowe malibu.
- Le, kładziesz się z nami? - zapytała Elenaor. "Le" to taka jej nowa ksywka, którą dziewczyna Louisa, wymyśliła na imprezie. Dość dziwna, ale skoro tak jej pasuje, to niech tak mówi.
- Jasne, a tak w ogóle, to kiedy wracamy do swoich domów? - zapytała, układając się na drewnianym krzesełku.
- No dzisiaj, zaraz. Oni trochę pograją i wreszcie opuścimy dom Zayn'a, chociaż nie powiem, fajnie tu ma - stwierdziła Danielle.
- Mamy - poprawiła ją Perrie.
- Tak, macie.
Zaśmiały się i położyły głowy na miękkich, białych poduszkach, by kontynuować przerwane wcześniej zajęcie.
__________
Jak wam się podoba? Liczę na komentarze ;)
Ada.<3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
<333333333333 kocham to <3
OdpowiedzUsuńWidać, że sprawia Ci przyjemność pisanie tego bo jest naprawdę zajebiste <3333333333
OdpowiedzUsuń